Obudziłam się. Jak zwykle włączyłam muzykę której słuchałam przez moje białe słuchawki. Zaczęłam myśleć o ostatniej książce którą przeczytałam.
Chciałabym przeżyć coś podobnego. Gorący Romans. Księżniczka z greckiej wyspa oraz przystojny i odważny major.
Czasem myślę że urodziłam się w złym stuleciu. Damy, suknie, surowe zasady, dżentelmeni z cygarem w ręku. Konne przejażdżki po plantacji należącej do ojca oraz potańcówki do starcia butów. Tak to jest to. To by było cudowne życie.
Ale to nie jest możliwe żeby do tego wrócić. No cóż... pozostają mi książki oraz moja fantazja.
6:50 - wstałam, ubrałam się, zjadłam jakieś śniadanie i wyszłam na przystanek autobusowy.
Pojazd jak zwykle przyjechał z poślizgiem, wsiadałam do niego i usiadłam pod oknem. Zaczęłam robić to co robię prawie każdego dnia. Zamknęłam oczy.
Chciałabym przeżyć coś podobnego. Gorący Romans. Księżniczka z greckiej wyspa oraz przystojny i odważny major.
Czasem myślę że urodziłam się w złym stuleciu. Damy, suknie, surowe zasady, dżentelmeni z cygarem w ręku. Konne przejażdżki po plantacji należącej do ojca oraz potańcówki do starcia butów. Tak to jest to. To by było cudowne życie.
Ale to nie jest możliwe żeby do tego wrócić. No cóż... pozostają mi książki oraz moja fantazja.
6:50 - wstałam, ubrałam się, zjadłam jakieś śniadanie i wyszłam na przystanek autobusowy.
Pojazd jak zwykle przyjechał z poślizgiem, wsiadałam do niego i usiadłam pod oknem. Zaczęłam robić to co robię prawie każdego dnia. Zamknęłam oczy.
Wielka sala balowa, urocze damy w kolorowych, jak odcienie skrzydeł motyla, sukniach. Dżentelmeni rozmawiający o swoich klaczach które chcieli wystawić na najbliższych wyścigach. Niektóre pary tańczyły na parkiecie. Pewna dziewczyna o czarnych włosach, zielonych oczach oraz o granitowej sukni którą idealnie podkreślała jej, według wielu dam, wymarzoną figurę. Jej ramiona były odkryte tak samo jak jej zgrabna, łabędzia szyja. Tańczyła z wysokim, przystojnym, umięśnionym oraz ponętnym majorem Felton. Gabriel Felton był byłym majorem w Angielskiej armii krajowej. Kilka miesięcy temu, z powodu groźnych obrażeń został odwołany od służby. Ponieważ Major Felton nie potrafił dłużej pozostać w Londynie udał się do Ameryki południowej, do przyjaciela, swojego kuzyna - Geralda O'Nelii.
W tym samych czasie, do domu wróciła jego najstarszą Córka - Madeline.
Otworzyłam oczy. Dojechaliśmy na dworzec, gdzie miałam wysiąść. Drzwi się otworzyły i wyszłam razem z tłumem obcych mi ludzi.
Udałam się do szkoły. Idąc przez korytarz modliłam się o to by nikt na mnie nie patrzył. Czuję się w tedy nie komfortowo. Jakoś przeszłam przez korytarz, otworzyłam szafkę, przebrałam się i poszłam pod wyznaczoną salę lekcyjną (Karną). Idąc poprzez korytarz dostrzegłam moją klasę. Uśmiechnęłam się do nich i usiadłam osobno, obok drzwi. Wróciłam do mojej sali balowej.
Madeline i Gabriel, tańcząc przy wolnym akompaniamencie, patrzyli sobie głęboko w oczy. Gabriel nachylił się i Wyszeptał Madeline wprost do ucha - Kocham cię.
Madeline spojrzała na niego i uśmiechnęła się, uśmiechem którym zdradzał wszystkie jej uczucia którymi go darzyła.
To była trudna sprawa. Gabriel, choć młodszy od Geralda o prawie 20 lat zaprzyjaźnił się z nim. Cenił tą przyjaźń, tak samo jak cenił Geralda. Na początku, gdy pomieszkiwał u O'Nelii, na plantacji były tylko jego żona Katie, dwie córki, piętnastoletnia Spohie, szesnastoletnia Mary około trzydziestoosobowa służba oraz około trzystu niewolników. Kilka miesięcy później, gdy Gabriel udomowił się w domu przyjaciela, wróciła jego najstarsza oraz najpiękniejsza ze wszystkich córek - siedemnastoletnia Madeline. Ty była miłość od pierwszego wejrzenia. Ta miłość była szczera, prawdziwa, wielka, tajemnicza. Ta miłość budziła w nich uczucia, których nigdy wcześniej nie czuli. Pożądanie, namiętność oraz płomień który w nich rósł gdy tylko ich spojrzenia się stykały. Kochali się na wzajem ale utrzymywali to w sekrecie. Nikt nie wiedział o ich miłości, nikt prócz Melanii, najlepszej przyjaciółki Madeline. Dowiedziała się całkiem przypadkiem. Pewnego dnia gdy chciała wziąść książkę z biblioteki, zastała tam zakochanych całujących się. W takim przypadku wszystko jej odpowiedzieli. Melania zrozumiała ich postepowanie i obiecała że nikomu nic nie zdradzi.
Wróciłam do rzeczywistości. Wstałam, założyłam plecak na plecy i czekałam aż Anglistka otworzy drzwi. Angielski był nudną lekcją więc dalej myślałam o zakochanych.
Muzyka przestała grać więc Gabriel złapał Madeline pod rękę i zeszli z parkietu. Od razu podbiegł do nich Charlie.
- Madeline - złapał ją za rękę za którą trzymała Gabriela - Musimy porozmawiać - zakochani domyślali się o co chodzi.
Ojciec Madeline chciał ją wydać za niskiego, nie śniałego oraz bardzo bogatego Charliego. Charlie zaczął ją delikatnie ciągnąć w stronę domowej biblioteki. Weszli do pomieszczenia pełnego książek.
Mężczyzna podszedł do wielkiego okna z którego było widać zadbany ogród należący do Hamiltonów.
- Choć do mnie kochanie - przywołał ją.
Zrobiła to o co prosił.
Stała na przeciwko jego.
- Kochanie - złapał ją za ramię. Zawsze gdy to robił poprzez ciało Madeline przechodziły nieprzyjemnie dreszcze.
- Nasz ślub odbędzie się za 2 tygodnie. Twój ojciec ogłosi to wieczorem. - Charlie objął ją w pasie z zamiarem pocałowaniem jej.
Madeline zaszokowana odwróciła tylko głowę więc on pocałował ją w policzek.
- Ah... -Spojrzał na jej usta - rozumiem. Takie czułości po ślubie. Zaczekam kochanie. - Jeszcze raz pocałował ją w policzek.
- Idziemy? - złapał ją za rękę.
- Daj mi chwilkę - odwróciła głowę by nie widział łez w jej oczach.
- Dobrze najdroższa.
Odszedł.
Madeline zaczęła historycznie płakać. Nie chciała tego ślubu. Nie z Hamiltonem lecz z jej księciem w czarnym mundurze. Drzwi się otworzyły...
- Natalia!!!! - wróciłam na lekcję. Rozejrzałam się. Pani patrzyła na mnie wściekłym wzrokiem.
- Tak? - spytałam całkiem niewinnie.
- Mówię do Ciebie od jakiś 5 minut. W ogóle mnie nie słuchałaś. - robiła mi wyrzuty.
- Oj zamilcz kobieto!! - pomyślałam.
- Dobrze poprawię się.
Przez resztę lekcji musiałam być uważana ponieważ nauczycielka cały czas mnie pytała oraz kazała czytać zadania.
Następne lekcję były równie nudne jak pierwsza ale nie mogłam wrócić o biblioteki ponieważ nauczyciele tego dnia byli postanowili się na mnie uwziąć. Cały czas byłam pytana albo czytałam tekst. To było okropne 6 godzin lekcyjnych.
Idąc na przystanek miałam nadzieję że w końcu będę mogła wrócić do moich myśli. Niestety nie było mi to pisane. Podbiegła do mnie Laura. Siedziałam z nią na większości lekcji.
-Część. Co tam - spytałam choć nie byłam zbytnio tego ciekawa.
- Spoko, spoko. Wiesz, dziś Carolina i Spohie tak mnie zdenerwowały. Ah... jednia wredniejsza od drugiej!
W duchu przyznałam jej rację ale nie chciałam tego mówić głośno, ponieważ tak czy siak, Laura większość czasu spędzała właśnie z nimi.
- Może i tak.
Idź sobie. Idź!
Musiałam się z nią męczyć jeszcze do chwili gdy wysiadłam na swoim przystanku, ponieważ jechałyśmy tym samy autobusem.
Udałam się w stronę mojego domu, który był tuż za rogiem. Weszłam do mieszkania. Nikogo nie było więc udałam się prosto do kuchni. Odgrzałam sobie obiad zaczęłam robić zadania. Było ich mało więc szybko sobie poradziłam. Zjadłam obiad i pobiegłam do swojego pokoju. Włączyłam muzykę, usiadłam na łóżku i wróciłam do biblioteki.
W drzwiach stanął Gabriel. Podbiegł do niej i przytulił ją do siebie. Ona wypłakiwała się w jego ramię, a on tulił ją do siebie i myślał co mogą zrobić.
- Uciekniemy - rzucił Gabriel - Uciekniemy do Anglii. Tak do Anglii. Będziemy tam życia razem. Ty i ja. - Pocałował ją delikatnie w usta.
- Kiedy? Jak to zrobimy? Przecież jak ojciec się dowie to cię zabiję - zaszlochał z rozpaczy.
- Nie obchodzi mnie to. Może mnie zabić ale nigdy nie zabije naszej miłości.
Zaczęli ustalać kiedy i jak uciekną. Zajęło im to około 15 minut.
W tym samych czasie, do domu wróciła jego najstarszą Córka - Madeline.
Otworzyłam oczy. Dojechaliśmy na dworzec, gdzie miałam wysiąść. Drzwi się otworzyły i wyszłam razem z tłumem obcych mi ludzi.
Udałam się do szkoły. Idąc przez korytarz modliłam się o to by nikt na mnie nie patrzył. Czuję się w tedy nie komfortowo. Jakoś przeszłam przez korytarz, otworzyłam szafkę, przebrałam się i poszłam pod wyznaczoną salę lekcyjną (Karną). Idąc poprzez korytarz dostrzegłam moją klasę. Uśmiechnęłam się do nich i usiadłam osobno, obok drzwi. Wróciłam do mojej sali balowej.
Madeline i Gabriel, tańcząc przy wolnym akompaniamencie, patrzyli sobie głęboko w oczy. Gabriel nachylił się i Wyszeptał Madeline wprost do ucha - Kocham cię.
Madeline spojrzała na niego i uśmiechnęła się, uśmiechem którym zdradzał wszystkie jej uczucia którymi go darzyła.
To była trudna sprawa. Gabriel, choć młodszy od Geralda o prawie 20 lat zaprzyjaźnił się z nim. Cenił tą przyjaźń, tak samo jak cenił Geralda. Na początku, gdy pomieszkiwał u O'Nelii, na plantacji były tylko jego żona Katie, dwie córki, piętnastoletnia Spohie, szesnastoletnia Mary około trzydziestoosobowa służba oraz około trzystu niewolników. Kilka miesięcy później, gdy Gabriel udomowił się w domu przyjaciela, wróciła jego najstarsza oraz najpiękniejsza ze wszystkich córek - siedemnastoletnia Madeline. Ty była miłość od pierwszego wejrzenia. Ta miłość była szczera, prawdziwa, wielka, tajemnicza. Ta miłość budziła w nich uczucia, których nigdy wcześniej nie czuli. Pożądanie, namiętność oraz płomień który w nich rósł gdy tylko ich spojrzenia się stykały. Kochali się na wzajem ale utrzymywali to w sekrecie. Nikt nie wiedział o ich miłości, nikt prócz Melanii, najlepszej przyjaciółki Madeline. Dowiedziała się całkiem przypadkiem. Pewnego dnia gdy chciała wziąść książkę z biblioteki, zastała tam zakochanych całujących się. W takim przypadku wszystko jej odpowiedzieli. Melania zrozumiała ich postepowanie i obiecała że nikomu nic nie zdradzi.
Wróciłam do rzeczywistości. Wstałam, założyłam plecak na plecy i czekałam aż Anglistka otworzy drzwi. Angielski był nudną lekcją więc dalej myślałam o zakochanych.
Muzyka przestała grać więc Gabriel złapał Madeline pod rękę i zeszli z parkietu. Od razu podbiegł do nich Charlie.
- Madeline - złapał ją za rękę za którą trzymała Gabriela - Musimy porozmawiać - zakochani domyślali się o co chodzi.
Ojciec Madeline chciał ją wydać za niskiego, nie śniałego oraz bardzo bogatego Charliego. Charlie zaczął ją delikatnie ciągnąć w stronę domowej biblioteki. Weszli do pomieszczenia pełnego książek.
Mężczyzna podszedł do wielkiego okna z którego było widać zadbany ogród należący do Hamiltonów.
- Choć do mnie kochanie - przywołał ją.
Zrobiła to o co prosił.
Stała na przeciwko jego.
- Kochanie - złapał ją za ramię. Zawsze gdy to robił poprzez ciało Madeline przechodziły nieprzyjemnie dreszcze.
- Nasz ślub odbędzie się za 2 tygodnie. Twój ojciec ogłosi to wieczorem. - Charlie objął ją w pasie z zamiarem pocałowaniem jej.
Madeline zaszokowana odwróciła tylko głowę więc on pocałował ją w policzek.
- Ah... -Spojrzał na jej usta - rozumiem. Takie czułości po ślubie. Zaczekam kochanie. - Jeszcze raz pocałował ją w policzek.
- Idziemy? - złapał ją za rękę.
- Daj mi chwilkę - odwróciła głowę by nie widział łez w jej oczach.
- Dobrze najdroższa.
Odszedł.
Madeline zaczęła historycznie płakać. Nie chciała tego ślubu. Nie z Hamiltonem lecz z jej księciem w czarnym mundurze. Drzwi się otworzyły...
- Natalia!!!! - wróciłam na lekcję. Rozejrzałam się. Pani patrzyła na mnie wściekłym wzrokiem.
- Tak? - spytałam całkiem niewinnie.
- Mówię do Ciebie od jakiś 5 minut. W ogóle mnie nie słuchałaś. - robiła mi wyrzuty.
- Oj zamilcz kobieto!! - pomyślałam.
- Dobrze poprawię się.
Przez resztę lekcji musiałam być uważana ponieważ nauczycielka cały czas mnie pytała oraz kazała czytać zadania.
Następne lekcję były równie nudne jak pierwsza ale nie mogłam wrócić o biblioteki ponieważ nauczyciele tego dnia byli postanowili się na mnie uwziąć. Cały czas byłam pytana albo czytałam tekst. To było okropne 6 godzin lekcyjnych.
Idąc na przystanek miałam nadzieję że w końcu będę mogła wrócić do moich myśli. Niestety nie było mi to pisane. Podbiegła do mnie Laura. Siedziałam z nią na większości lekcji.
-Część. Co tam - spytałam choć nie byłam zbytnio tego ciekawa.
- Spoko, spoko. Wiesz, dziś Carolina i Spohie tak mnie zdenerwowały. Ah... jednia wredniejsza od drugiej!
W duchu przyznałam jej rację ale nie chciałam tego mówić głośno, ponieważ tak czy siak, Laura większość czasu spędzała właśnie z nimi.
- Może i tak.
Idź sobie. Idź!
Musiałam się z nią męczyć jeszcze do chwili gdy wysiadłam na swoim przystanku, ponieważ jechałyśmy tym samy autobusem.
Udałam się w stronę mojego domu, który był tuż za rogiem. Weszłam do mieszkania. Nikogo nie było więc udałam się prosto do kuchni. Odgrzałam sobie obiad zaczęłam robić zadania. Było ich mało więc szybko sobie poradziłam. Zjadłam obiad i pobiegłam do swojego pokoju. Włączyłam muzykę, usiadłam na łóżku i wróciłam do biblioteki.
W drzwiach stanął Gabriel. Podbiegł do niej i przytulił ją do siebie. Ona wypłakiwała się w jego ramię, a on tulił ją do siebie i myślał co mogą zrobić.
- Uciekniemy - rzucił Gabriel - Uciekniemy do Anglii. Tak do Anglii. Będziemy tam życia razem. Ty i ja. - Pocałował ją delikatnie w usta.
- Kiedy? Jak to zrobimy? Przecież jak ojciec się dowie to cię zabiję - zaszlochał z rozpaczy.
- Nie obchodzi mnie to. Może mnie zabić ale nigdy nie zabije naszej miłości.
Zaczęli ustalać kiedy i jak uciekną. Zajęło im to około 15 minut.
Postanowili uciec dziś w nocy. Madeline spakuje kilka rzeczy i będzie czekać w pokoju aż Gabriel przygotuje konie.
Madeline była podekscytowana ale i smutna że opuści swoich przyjaciół oraz rodzinę, ale wolała umrzeć niż żyć bez ukochanego.
Gdy się uspokoili wrócili do reszty goście, żeby nie wzbudzać podejrzeń przez resztę wieczoru trzymali od się od siebie z daleka. Gdy Pan O'Neli ogłosił zaręczyny Madeline i Charliego, przyjaciele zaczęli im gratulować nie wiedząc że Panna młoda ucieknie z innym.
Ależ będzie skandal!
Nie obchodziło ich to. Liczyła się tylko ich miłość.
Przyjęcie dochodziło do końca więc ludzie zaczęli się rozchodzić. Madeline wróciła do domu w jednym powodzie z Matką oraz siostrami a Gabriel i Gerald ścigali się na koniach do Plantacji.
Madeline spojrzała na kobiety. Jutro będzie gdzieś daleko. Zbierało się jej na płacz lecz nie mogła się zdradzić.
- Kocham Was - uśmiechnęła.
Madeline była podekscytowana ale i smutna że opuści swoich przyjaciół oraz rodzinę, ale wolała umrzeć niż żyć bez ukochanego.
Gdy się uspokoili wrócili do reszty goście, żeby nie wzbudzać podejrzeń przez resztę wieczoru trzymali od się od siebie z daleka. Gdy Pan O'Neli ogłosił zaręczyny Madeline i Charliego, przyjaciele zaczęli im gratulować nie wiedząc że Panna młoda ucieknie z innym.
Ależ będzie skandal!
Nie obchodziło ich to. Liczyła się tylko ich miłość.
Przyjęcie dochodziło do końca więc ludzie zaczęli się rozchodzić. Madeline wróciła do domu w jednym powodzie z Matką oraz siostrami a Gabriel i Gerald ścigali się na koniach do Plantacji.
Madeline spojrzała na kobiety. Jutro będzie gdzieś daleko. Zbierało się jej na płacz lecz nie mogła się zdradzić.
- Kocham Was - uśmiechnęła.
Przytuliła się do matka którą siedziała obok i wdychała cytrusowy zapach którym pachniała nacodzień.
Wróciły do domu i każda poszła w swoją stronę. Madeline pobiegła w stronę pokoju. Tak czekała na nią jej niania - Charlotte. Był jej opiekunką odkąd Madeline pojawiła się Na świecie.
Charlotte pomogła się jej rozebrać, umyć a później rozmawiały o dzisiejszym balu.
- Zawsze - tuliła ją do sobie - Będzie przy tobie kochanie. Nawet jeśli będziesz mieć męża i nie będziesz tu mieszkać. Ja zawsze będę przy tobie.
- Kocham cię Charlotte - przytulił się jeszcze mocniej..
- Wiesz Nianiu - spojrzała na nią - jest już bardzo późno, chce już iść spać.
Udała ze ziewa i położyła się do łóżka.
Niania pocałowała ją w czoło i odeszła.
Gdy tylko drzwi się zamknęły, Madeline podbiegła do okna i spojrzała w stronę stajni. Zauważyła Gabriela wchodzącego do budynku i jej serce zabiło mocniej.
Zaczęło się. Nie ma już odwrotu.
Ubrała się, spakowała zapasową suknię, bieliznę, swój ukochany pamiętnik oraz kilka jabłek, jakby zgłodnieli.
Miała jeszcze dużo czasu, usiadła przy biurku, wyciągnęła papier listowny, pióro, atrament oraz klik kopert.
Zaczęła pisać...
- Puk, puk - drzwi się otworzyły. - Choć. Już czas kochanie.
Wsadziła koperty pod poduszkę, wzięła torbę i poszła z Gabrielem.
Szli cicho, lecz ich serca biły, tak głośno ze bali się ze to właśnie, to ich wyda. Byli już bardzo blisko.
Udało się!
Wyszli z domu tylnymi drzwiami, Gabriel przymocował torbę i pomógł Madeline wsiąść na jej konia Kwiat Wschodu. On uczynił to samo i popędzili przed siebie...
Wstałam z łóżka wzięłam telefon i sprawdziłam wiadomości. Nic ciekawego. Udałam się do łazienki, wykapałam się, zjadłam kolację i wróciłam do łóżka. Zasnęłam
Wróciły do domu i każda poszła w swoją stronę. Madeline pobiegła w stronę pokoju. Tak czekała na nią jej niania - Charlotte. Był jej opiekunką odkąd Madeline pojawiła się Na świecie.
Charlotte pomogła się jej rozebrać, umyć a później rozmawiały o dzisiejszym balu.
- Zawsze - tuliła ją do sobie - Będzie przy tobie kochanie. Nawet jeśli będziesz mieć męża i nie będziesz tu mieszkać. Ja zawsze będę przy tobie.
- Kocham cię Charlotte - przytulił się jeszcze mocniej..
- Wiesz Nianiu - spojrzała na nią - jest już bardzo późno, chce już iść spać.
Udała ze ziewa i położyła się do łóżka.
Niania pocałowała ją w czoło i odeszła.
Gdy tylko drzwi się zamknęły, Madeline podbiegła do okna i spojrzała w stronę stajni. Zauważyła Gabriela wchodzącego do budynku i jej serce zabiło mocniej.
Zaczęło się. Nie ma już odwrotu.
Ubrała się, spakowała zapasową suknię, bieliznę, swój ukochany pamiętnik oraz kilka jabłek, jakby zgłodnieli.
Miała jeszcze dużo czasu, usiadła przy biurku, wyciągnęła papier listowny, pióro, atrament oraz klik kopert.
Zaczęła pisać...
- Puk, puk - drzwi się otworzyły. - Choć. Już czas kochanie.
Wsadziła koperty pod poduszkę, wzięła torbę i poszła z Gabrielem.
Szli cicho, lecz ich serca biły, tak głośno ze bali się ze to właśnie, to ich wyda. Byli już bardzo blisko.
Udało się!
Wyszli z domu tylnymi drzwiami, Gabriel przymocował torbę i pomógł Madeline wsiąść na jej konia Kwiat Wschodu. On uczynił to samo i popędzili przed siebie...
Wstałam z łóżka wzięłam telefon i sprawdziłam wiadomości. Nic ciekawego. Udałam się do łazienki, wykapałam się, zjadłam kolację i wróciłam do łóżka. Zasnęłam
///////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////
jak wam się podobało?
ciąg dalszy już w wekkend.
///Nata