niedziela, 29 listopada 2015

Mimo granic

Młody chłopak kierował się w stronę lodowiska z nadzieją ze spotka tę tajemniczą blondynkę o czekoladowych oczach.  Spotkał ją niegdyś gdy wraz z przyjacielem wybrał się na lodowisko. Nie spodziewał się ze zakocha się w dziewczynie, widząc ją tylko kilka razy w życiu.  Wie ze ma na imię Angeles.  Ile razy to imię śniło mu się w nocy... oh. Kochał ją i chciał ją dziś poznać. Chciałby dowiedzieć się jakiej muzyki słucha,  czy ma rodzeństwo,  co jest jej pasją. Chciałby wiedzieć wszystko. 
Idąc ulicą cały myślał o tajemniczej blondynce.  Gdy już dotarł na miejsce kupił bilet, wypożyczył łyżwy i po pędził na lodowisko.  Angeles była tam zazwyczaj o 16 ale czasem się spozniała wiec postanowił zaczekać . Mijały sekundy, potem minuty, a potem minęła pierwsza godzina i jej nie było. Cierpliwie czekał.  Minęła kolejna godzina,  a po kolejnej następna. Mirko, bo tak miał na imię, był nieszczęśliwy że jego ukochana się nie pojawiła.  Zrezygnowano miał już wychodzić gdy w tym samym momencie weszła ona.  Jak zwykle uśmiechała się do wszystkich i zarażała ich swoją radością.  Miała na sobie białą koronkową sukienkę, czarną skórzaną kurtkę oraz biało-niebieską apaszkę. Miko nie mógł oderwać od niej wzroku. Dla niego zawsze była najpiękniejsza ale dzisiaj nie mógł jej się oprzeć. Angeles spojrzała w jego stronę, on uśmiechnął się i zaczął zbliżać się w jej kierunku. Ona czekała na niego obok barierek. 
- Cześć. Jestem Marko,  a ty Angeles  ?? -zapytał zdenerwowany.
- cześć. Skąd wiedziałeś jak mam na imię?? - uśmiechnęła się do niego i złapała jego dłoń - miło mi cię poznać. Bardzo często cie tu widziałam.  Lubisz jeździć na łyżwach.
Tak naprawdę nie znosił łyżew, zawsze były nie wygodne i tracił równowagę ale nie mógł jej powiedzieć ze przychodzi tu bo się w niej zakochał. Wiec odpowiedział po prostu - Tak.
Angeles i Miko rozmawiali ze sobą tak długo ze zanim się obejrzeli lodowisko zostało zamknięte.  Miko dowiedział się o swojej ukochanej ze uwielbia słuchać Jezzu, jest jedynaczką a jej pasją jest balet.  był szczęśliwy że jego miłość rozmawiała z nim i chyba go polubiła.  Obiecała mu że jutro również się spotkają na lodowisku o tej samej godzinie co dziś.
Spotykali się codziennie,przez miesiąc,   zawsze na lodowisku,  zawsze o tej samej godzinie.  Pewnego dnia postanowili spotkać się w parku niedaleko lodowiska. Mirko jak zwykle był pierwszy, miał dla swojej ukochanej bukiet białych róż, uwielbiała białe róże. Usiadł na drewnianej ławce i czekał aż zjawi się jego Anioł. Uwielbiał ją tak nazywać.  Nie czekał długo. Angeles przyszła i usiadła obok niego. Jej mina była niepokojąca - Angeles coś się stało?? Jesteś smutna ?
Ona spojrzała na niego, zaczęła płakać. On rzucił bukiet na ziemię i   przytulił ją do siebie. Gdy uspokoiła płacz, chciała mu powiedzieć coś strasznego, nie wiedziała jak, ale musiała to zrobić - Mirko, ja musze ci coś powiedzieć - zapłakała kilka razy, Mirko nie okazywał tego ale był zdenerwowany - Mirko ja jutro wyjeżdżam do Włoch.
- Nie. Nie to nie może być prawda! Nie! - w tuli głowę w jej szyję.  Siedzieli tak w tuleni bardzo długo.  Mirko był zdruzgotany. Jego miłość miała wyjechać na drugi koniec świata i to bez niego - Angeles - spojrzał jej w oczy - kocham cię - pocałował ją. 
Ten pocałunek był jak dotyk nieba. Delikatny ale jedna brutalny,  czuły ale namiętny, idealny ale i nie idealny. Ta chwila należała do nich. 
Po tej pięknej chwili, zakochani spojrzeli sobie w oczy - ja ciebie również kocham, ale to nie ma sensu, ja wyjeżdżam na drugi koniec świata a ty... ty tu zostajesz. Lepiej zapomnijmy o sobie - wstała z ławki i pobiegła przed siebie.  Mirko pobiegł za Angeles ale zgubił ją.
Mirko nie wiedział co zrobić. Postanowił wrócić do domu...
Angeles w tym czasie pakowała swoje rzeczy do walizki, gdy do jej pokoju weszła jej matka. Dziewczyna nawet na nią nie spojrzała. Ona usiadła na czerwonej pościeli - Angeles wiem ze nas nie nawidzisz ale wiesz na czym polega praca taty.  Cały czas go przenoszą - dziewczyna spojrzała na swoją matkę z wyrzutem - Tak i cały czas rujnują mi życie - odwróciła wzrok - przepraszam ale chcę się dopasować w spokoju - Angeles została sama w pokoju i dokończył pakować rzeczy.  Nie mogła zapomnieć o swoim zielonookim Argentyńczyku. Ale nie mogła tu zostać, musiała odejść...
Następnego dnia jadąc samochodem nasza brazowooka dziewczyna o blond włosach ostatni raz patrzyła na uliczki przez które uwielbiała spacerować. Żegnając się z każdą z nich. Będąc na lotnisku chciało jej się płakać jak nigdy wcześniej. "Zostawiłam go. Zostawiłam mojego Mirka. Kocham cię" - myślała cały czas.
Idąc wraz z rodzicami przez bary lotniskowe rozmyślała o swojej miłości. Ciągnąć za sobą bagaż podręczny usłyszała swoje imię odwróciła się i to co zobaczyła sprawiło ze kolana się pod nią ugieły.  On tam stał.  Mirko. Puściła swój bagaż zaczęła biec w jego stronę i rzuciła się mu na szyję
On zakręcie ją w powietrzu. Postawił ją na ziemi i pocałował.  Ten pocałunek był orzeźwiający i namiętny.
Angeles płakała ze szczęścia a Mirko
Przytulał ją do siebie i całował z czoło - kocham cie i nigdy cię nie opuszczę- spojrzała na niego- Kupiłem bilet. Jadę z tobą do Włoch.  Będę mieszkać u moich kuzynów - nie dowiedziała, on jedzie z nią na drugi koniec świata. Bo ją kochał.  Kochał ją. A ona kochała go.
Byli szczęśliwi.  Ich miłość była prawdziwa,  szczera i nie znająca granic.
Można powiedzieć ze mieli swój własny "HAPPY END"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz